Dwa tygodnie spędzone na bułgarskiej wsi - mieszkaliśmy w pokojach pod kościołem, które tak naprawdę były jedynym chłodnym miejscem w okolicy. Każdego dnia jechaliśmy do Plovdiv - pięknego miasta, drugiego co do ilości mieszkańców - po Sophii. Do wyboru było wygrzewanie się na przyhotelowym basenie, albo wyprawa do miasta. Oczywiście prowadziłyśmy (z przyjaciółką i dwiema dziewczynami z pokoju) program zrównoważony - trochę opalania, trochę zwiedzania. Skutecznie, bo pierwszy raz w życiu byłam niemal brązowa! No, może beżowa;)
W IV w.p.n.e. (o wcześniejszej historii miasta nie wiem nic, ale musiało wcześniej już byc zamieszkane) Plovdiv zostało podbite przez ojca Aleksandra Wielkiego - Filipa II. W I w.p.n.e. pojawili się tam Rzymianie, a razem z nimi amfiteatry (których ruiny możemy podziwiac). Później Plovdiv należało do Bułgarów, a po drodze i do Turków. Dzięki temu znajdziemy tu zabytki z wielu kręgów kulturowych - zarówno amfiteatry, o których już wspomiałam, jak i meczet (do którego dzięki odbywającemu się tam remontowi udało nam się wejśc) oraz cerkwie. Centrum miasta wyznacza jednak deptak i pasaże handlowe. Deptak zaczyna się (jego początek i koniec oczywiście są względne) od placu, na którym zobaczymy ruiny amfiteatru (oczywiście przez barierki patrząc w dół) i kolumnę poświęconą Filipowi Macedońskiemu (niestety, nie wiem z jakiego czasu pochodzi), a kończy w okolicach hotelu, którego nazwy nie pamiętam i informacji turystycznej, która jest wyposażona lepiej niż niejedna w Polsce...
ZDJĘCIE1: wnętrze remontowanego meczetu w centrum Plovdiv, do którego niemal potajemnie i po deskach wprowadził nas jakiś bułgarski chłopak. Panowie remontujący poczekali aż zrobimy zdjęcia i dopiero po chwili grzecznie powiedzieli, że powinnyśmy wyjśc i nie można robic zdjęc:)
ZDJĘCIE2: widok na Plovdiv - zdjęcie zrobione ze ścieżki pomiędzy jakimiś skałami wśród których kryła się mała kapliczka. Wieża z krzyżem, którą widac w centrum to wieża katolickiej katedry.
ZDJĘCIE3: Znów ruiny antyczne - tym razem na końcu deptaka (końcu - zgodnie z moim opisem). Zaraz obok nich przebiega droga szybkiego ruchu.
ZDJĘCIE4: fragmenty amfiteatru. Niestety, niezbyt łatwo było zrobic zdjęcie, ponieważ tak sprytnie pomyślano o rozstawieniu stojaków z pocztówkami, itp., by trzeba było kupic bilet wstępu, żeby uchwycic całośc bez zbędnych elementów krajobrazu sztucznego;)
ZDJĘCIE5: Kościół Marii Dziewicy w Plovdiv - znalazłam jego opis na angielskiej wikipedii, a więc dla zainteresowanych: http://en.wikipedia.org/wiki/Church_of_the_Holy_Mother_of_God,_Plovdiv
ZDJĘCIE6: centrum miasta z niezłą fontanną;)
ZDJĘCIE7: Zdjęcie z knajpki we wsi, w której mieszkaliśmy. Przepyszny kaszkawał (fonetycznie, bo nie mam pojęcia jak to zapisac inaczej), czyli ser (bynajmniej nie gouda bez dziur;-)) w panierce z sezamem, jeśli dobrze pamiętam. Obok leży talerz z resztkami sirene (również fonetycznie i pewnie średnio poprawnie) ze słynnej sałatki szopskiej. Polecam też chapki (i znów ten nawias o zapisie fonetycznym) - kawałki kurczaka zapiekane w panierce sezamowej... mmm! W tle można dostrzec butelkę - piwo bułgarskie godne polecenia, czyli Kamenitza albo Zagorka.
Gorąco polecam to miasto! Jest naprawdę warte zwiedzenia.












